Ostatnio mam problem ze znalezieniem czasu na to, co lubię, czyli - rękodzieło. Czuję się zmęczona i zagoniona obowiązkami: opieka nad dzieckiem, gotowanie, sprzątanie, pranie itd. Do tego jeszcze zaczęłam ćwiczyć i czasu mam jeszcze mniej. Brak wolnego czasu sprawia, że chcę zrobić więcej, niż jestem w stanie. Więc mając go trochę zaczynam robić kilka rzeczy na raz. Niedawno zaczęłam robić bransoletkę (nigdy tego nie robiłam), szyć pokrowiec na zamówienie i poduszeczkę, o której będzie mowa w kolejnym poście. Wszystkiego robię po trochę i żaden z projektów jeszcze nie udało mi się skończyć...
Ktoś walczy z powszechnym schorzeniem "nieogarniętością"? :)
Otóż od dłuższego czasu cierpię na dwa schorzenia: "jutro zrobię" i "od czego zacząć?". Strasznie utrudniają mi życie i czasami osobom, które mają ze mną do czynienia też. Zostawiałam wszystko na ostatnią chwilę - mieściłam się w terminy, ale ile mi to nie raz kosztowało nerwów. Bo wiadomo, kiedy człowiek się śpieszy... :) Właśnie - wychodzi mu gorzej :)
Problem nr 1 - "jutro zrobię" od czasu narodzin synka powoli zaczął znikać, ponieważ z maluchem już nie ma pewności co do jutra... Może go boleć brzuszek, czy bolesne ząbkowanie itd. Więc pewne rzeczy nauczyłam się robić na bieżąco. Ale i tak muszę jeszcze wiele w tym kierunku zmienić. Zawsze mi się wydawało i wydaje, że mam mnóstwo czasu, a tak wcale nie jest. Więc postanowiłam zapisywać w notesie sprawy na bieżąco, które powinnam zrobić. Efekt? I tak nie robiłam nic na bieżąco. Czułam się przeładowana, zagoniona. Frustracja za każdym razem, gdy nie wyrabiałam się. Wymagałam od siebie za wiele. W końcu musiałam się pogodzić z tym, że teraz jestem w nowej sytuacji - jestem mężatką, mamą malutkiego synka, któremu poświęcam niemal cały swój czas.
Już wiem, żeby próbować na bieżąco rozwiązywać problemy i załatwiać wszystkie sprawy trzeba:
1. nie brać na siebie zbyt dużo obowiązków.
2. nie wstydzić się prosić o pomoc osoby bliskie.
3. jak jest zbyt dużo zadań/ planów, to robić hierarchię - od najbardziej istotnych do najmniej.
4. ułożyć sobie plan na cały tydzień i starać się trzymać się tego planu. Wiadomo, że często będzie zdarzać się tak, że na coś zabraknie czasu, ale też będzie zdarzać się i tak, że zrobisz wszystkie zaplanowane sprawy.
5. odpoczywać!!! Nie zapominać o odpoczynku. Zmęczenie bardzo źle wpływa na nasz nastrój.
6. Obowiązkowo w swoim planie zostawić miejsce dla swoich ulubionych zajęć. W moim przypadku to - rękodzieło :)
Jeżeli chodzi o ogarnięcie wszystkiego, i problem za co się wziąć przede wszystkim, to tutaj również polecam sporządzenie planu, tylko już nie na cały tydzień, a na cały dzień. Usiądź wieczorem i zastanów się, co powinnaś zrobić następnego dnia. Lepiej również stworzyć hierarchię spraw. I zrobić najważniejsze w pierwszej kolejności. Pozostały czas poświęcić sobie i rodzinie.
Osobiście postanowiłam robić listę projektów, które mam w planach zrobić. Oczywiście zawsze w pierwszej kolejności zamówienia (teraz to pokrowce na telefony komórkowe). Jako drugie na liście jest coś nowego, czego jeszcze nie robiłam. I jako trzecie coś dla siebie bądź bliskich mi osób. Jednak zdarza mi się, że drugie i trzecie zamieniam miejscami, bo pokusa jest wielka i chce się, jak najszybciej zrobić coś dla siebie :)
A więc, w podsumowaniu:
1. robimy listę zadań na kolejny dzień;
2. robimy plan na cały tydzień;
3. nie zapominamy o czasie dla swoich ulubionych zajęć (od Twojego zapału zależy, czy to będzie kilka razy w tygodniu, czy poświęcisz jeden dzień tygodniowo).
Spełniaj swoje potrzeby, rozwijaj się i pamiętaj:
SPEŁNIONA MAMA -> SZCZĘŚLIWA MAMA -> SZCZĘŚLIWA TWOJA RODZINA ;)
A jak Wy zarządzacie swoim czasem? Dużo go macie? Co robicie, gdy macie go za mało, żeby móc robić to, co lubicie? Podzielicie się? ;)
Witaj! muszę przyznać, że mam podobne problemy, a przy okazji jestem w podobnej sytuacji jak Ty (młoda tudzież świeżo upieczona mama :) ) najbardziej cierpię z powodu: a) słomianego zapału, b) rozpoczętych, lecz niedokończonych projektów zalegających w szafie, c) "jutro to zrobię"....no cóż walczę z tym nieustannie. raz lepiej raz gorzej, ale na pewno gorzej kiedy jestem niewyspana, a niestety mój Bąbel często się do tego przyczynia :P no, ale walczę dalej :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńTakie uroki macierzyństwa :) Ale najważniejsze, że jednak próbujemy to zmienić, próbujemy coś robić. Nie ważne jest, ile razy człowiek upadnie. Ważne, ile razy się podniesie ;) Zatem próbujemy dalej zmieniać się same na lepsze i walczyć ze swoimi problemami :) Powodzenia, Betty ;)
Usuń